Z Gocek na Kretę 24.08 – 3.09.2014

Czas biegnie choć w tropikach jest to ledwie odczuwalne  gdyż  pory roku są słabo zaznaczone a pogoda jest niezmiennie słoneczna przez co nie jest ona nawet  tematem do rozmów. Jedynie daty w kalendarzu wyznaczają przepływ czasu. Lubię tropiki ale po czterech latach zacząłem odczuwac zmęczenie upałami, coś się w organiźmie zmieniło. Może po prostu tęsknota a zmówiła się z zmęczeniem . Tylko skąd zmęczenie? Według  mojej mamy to mam po prostu długi urlop... Niestety nie jest to do końca prawda, jest ciekawie i niezwykle, ale pracy na jachcie zawsze jest sporo, cały czas jest coś do zrobienia a teraz po czterech latach pływania coraz częściej coś się psuje a do tego drą się zmęczone słońcem żagle. ,,Rotarego”  słońce wykończyło w Tajlandi  a teraz przyszła kolej na grota, pełno w nim wypalonych od słońca dziur,które łatam i łatam. Gdy grot na maszcie z niepokojem go obserwuję czy wytrzyma kolejną próbę. Jest jak kruchy papier. Moje codzienne starania dają jednak efekt bo  po tak długim rejsie Ulysses jest w pełni sprawny, czysty i zadbany. Budzi to zdumienie gości, że facet nie dopuścił, jak to zwykle bywa do ,,zborsuczenia” jachtu.
Jest  niedziela rano 24 tego sierpnia w Gocek , o piątej rano Aleksiej i Anastasia pojechali na lotnisko a ja przygotowuję Ulyssesa do  ostatniego etapu. Genarał  Zaruski powiedział: płyń jak będziesz gotowy. Racja.  Po ostatniej kąpieli  w Zatoce Gocek  wychodzę w morze. Jest wiatr, oczywiście  w pysk i do tego o sile 32 węzłów, gdyby z rufy byłoby cudownie ale wieje prosto od Rodos, do tego silne szkwały no i grot się drze. Jedyne co można zrobić  to przeczekać,  jedyna rozsądna strategia.,, Chciejstwo” natury nie zwycięży. Następnego dnia startuję o szóstej rano i jest sukces, wiatr z N siła ludzka czyli 5B, można jechać. Uli zasuwa 7 węzłów w pożądanym kierunku i o to chodzi. Około 1730 wiatr przybiera na sile do 7B, żegluga robi się nieprzyjemna  trzeba podjąć decyzję kopać się z morzem po nocy czy przeczekać na kotwicy? Wersja rozsądna zwyciężyła, kotwica w dół na południowo zachodnim krańcu Rodos w Zatoce Lindhos. Pełnię satysfakcji z tej decyzji poczułem nocą kiedy wiatr wył na wantach, a jacht z kapitanem bezpiecznie odpoczywali. Następnego dnia nadal wiało ale co innego płynąć nocą a co innego za dnia. Do przepłynięcia kolejne  65 mil do Wyspy Karphatos. W Turcji wiatru za mało za  to w Grecji mają go w nadmiarze. Po wyjsciu za zachodnią krawędż  Rodos powiało 7B ale z NNW, można więc było podjąć próbę aczkolwiek widać było,że żegluga  nie będzie relaksem.  Po założeniu 2 refu, postawieniu małego foka oraz skrawka foka, Ulysses   pięknie się ułożył na fali i ruszył z kopyta bajdewindem 7węzłów. Wkrótce dogoniłem jacht który był przede mną, po chwili został z tyłu a za dwie godziny żeglarze cofneli się aby schować się za Rodos. Dla mnie nie było powrotu – chcędo domu. Jacht zachowywał się dzielnie a kiedy pogoda sie zmieni nie wiadomo. O 1810 po 12 godzinach żeglugi kotwica spoczęła  na piaszczystym dnie Zatoki Pouliou na Karphatos. Ta wyspa słynie z silnych wiatrów , które dodatkowo przyśpieszają  między nią a Kretą. Nocą słuchając gwizdu wiatru w wantach kolejny raz doznawałem uczucia ulgi i żeglarskiego spełnienia. Do tej pory szło nieźle dziesięć , jedenaście godziń żeglugi i 65 mil za rufą  plus przespane noce. Za dobrze. Następnego ranka bilans się wyrównał, chcę podnieś kotwicę a winda ani drgnie. Ręczne podnoszenie kotwicy ma długą tradycję i posmak przygody ale wymaga siły i kondycji. Kotwica waży 30kilogramów a każdy metr łańcucha 2kg. Szczęśliwie  stanąłem na płytkiej wodzie ok 5m tak, że to 100 kilo udało się wyrwać do góry. Wiatr który mnie przywitał na wyjsciu z zatoki nie pozostawił złudzeń co do rodzaju żeglugi, która mnie czekała. Długo się nie namyśłając cofnąłem się w to samo miejsce, postanawiając  podjąć próbę nazajutrz a dziś naprawić windę kotwiczną. Finalnie spędziłem 3 godziny w komorze kotwicznej, wymieniłem solenoid ale niestety windy nie odczarowałem. W czwartek o szóstej rano ponownie utrwalałem tężyznę fizyczną rwąc kotwicę ręcznie. Piździło znowu, ale tak tam już widać jest, założyłem po raz pierwszy w całej podróży trzeci ref, wewnętrzny fok, kawałek dużego foka i ignorując swoje lęki  popłynąlem w kierunku Krety. Początkowe szkwały o sile do 45 węzłów czyniły żeglugę nerwową , później wszystko sie ułożyło i z średnią prędkością  7 węzłów zmierzaliśmy w kierunku Krety. Ale czy szczęście to piwo aby było pełne?  Jakieś 20 mil przed Kretą wiatr zelżał co pozwoliło mi postawic całego foka, co wkrótce okazało się błędem  bowiem w chwilę po postawieniu, fok rozdarł sie na szwie i już było po zabawie. Pozostałą  drogę odbyłem na grocie i silniku. W Mykragialos  kotwica w dół. Obok mnie stał jeden jacht,  który spotkałem wcześniej w Egipcie.
Dobrze mieć  towarzystwo gdy świszczy na wantach a łańcuch kotwiczny trzeszczy. Dawno nie spotkałem Żeglarzy. Wszędzie pływają ,,czarterowcy” , którzy mienią się być żeglarzami , ponieważ stać ich na czarter a przedtem na zrobienie lipnego stopnia. Żeglarstwo to nie tylko umiejętnośc sterowania, nazwania i pociągania kilku lin - to przede wszystkim styl bycia. Sergio i Darina to Żeglarze,  wracają z Tajlandi na Sycylię.Pięknie było porozmawiac z wyznawcami tej samej wiary, szczególnie, że ostatni raz rozmawiałem z żywym człowiekiem z pięć dni temu. Kreta ma 150 mil długości, jej południowy brzeg gdzie do morza schodzą wysokie góry jest słabo zaludniony i  nie ma tu wielu naturalnych portów schronienia, za to porywistego wiatru nie brakuje. Trochę dużo narzekam na wiatr, a przecież żeglarz wiatr powinien kochać. I kocha, jeżeli wieje z rufy. Ten sam wiatr lecz z rufy z przekleństwa staje się  błogosławieństwem. Na zachodnim krańcu Krety w Palaichora znalazłem sie po 2 dniach szkwalistej żeglugi.  Porcik miły, pusty ale co najważniejsze darmowy. Tu śpiąc spokojnie mogę te dwa, trzy dni poczekać aż idący z zachodu , od Malty sztorm się wywieje....

Kontakt

Kapitan:

Mirosław Lewiński

e-mail: ulysses@g.pl

Hiszpania +34 634054550
Polska +48 502259111

skype.png 
syulysses